Svitlana Aleksijevycz: «My razom stvoriujemo auru czasu»

Materijal pidhotovano na osnovi vystupiv lavreatky Nobelivsskoji premiji z literatury Svitlany Aleksijevycz u Kyjevi v kvitni cioho roku.

aleksijevycz-red

Ja vyrosla sered knyżok i, napevno, te, sco ja vmiju, – ce czytaty ta pysaty knyżky. Mij svit buv duże knyżkovyj, osoblyvo v junosti. Koly ja navczalasia na fakullteti żurnalistyky, rozumila, czoho meni ne vystaczaje v żytti, sco ja povynna szukaty sebe. Te, sco meni bulo cikavo pro liudynu, toho zovsim ne potribno bulo hazeti.

Ja szukala sebe. I sluchaty liudej, same liudej dytynstva, – ce najsyllnisze vrażennia u mojemu żytti. Ce bulo pislia vijny, i ci rozmovy buly zahalom pro smertt. Żinky hovoryly abo pro smertt, abo pro liubov. I ce postijno bulo zi mnoju.

Koly zjavylasia na svit knyżka naszych bilorusskych pyssmennykiv pid nazvoju «Ja z vohnianoho sela», vona mene vrazyla. Take potriasinnia bulo vid neji! Ja zhadala, sco czuju ce vse żyttia, ja zvidty, iz sela, ja znaju, jak ci liudy hovoriatt. I tak zjavylasia ideja knyżky «U vijny ne żinocze oblyczczia».

Czomu cia knyżka? Ce buv czas, koly vsi hovoryly pro vijnu, koly vijna bula na kożnomu rozi. Chudożnyk use zbyraje nevidomo zvidky, vse ce potim pojednujettsia. Tak zjavylysia i ci knyżky. Odna knyżka «narodyla» druhu.

Dess poczynajuczy z druhoji knyżky, ja zrozumila: oss vono, cej czas, joho treba zapysaty, ci liudy, vony zaraz vrażeni (spoczatku vijnoju, potim buly Afganistan ta Czornobyll). I duże vażlyvo v tomu żanri, v jakomu ja praciuju, znajty liudynu vrażenu, zastaty jiji v ci chvylyny potriasinn.

Svoboda ne zjavyttsia z odnojmennoho slova

U mene pjatt knyżok. Ce cykl pro Czervonu imperiju [chudożnio-dokumentallnyj cykl knyżok «Holosy Utopiji». – red.]. Najnovisza knyżka «Czas second hand. Kinecc czervonoji liudyny», jaku my vsi vyczerpujemo z sebe vidramy. Ce duże skladno. Jak Czechov hovoryv: «Raba z sebe vyczavliuvaty treba», – tak my ciu robotu robymo. Cia knyżka bula vże zaverszallna, pro rozpad imperiji.

Odne żyttia v Prybaltyci, druhe – dess u Kazachstani, u Kyjevi jakass svoja istorija poczynalasia. I treba bulo znajty fokus, jak ce vse zibraty dokupy. Ja vybyrala holovni figury, jaki możutt pokazaty, sco ż stalosia. I tam też dosytt metafizycznoho żachu, bo ci liudy nastillky zroslysia z czervonoju idejeju. Ce my tak sobi sproscujemo: ach, sovok, idìoty. Ni, ce tragicznyj czas buv.

Ne można skazaty, sco ce, jak u nas inodi każutt, bandyty jakiss, prymityvni liudy. U cij ideji bahato takoho czystoho, svitloho. Bulo vziato na viru ideju pro spravedlyve rivne suspillstvo zi sproboju zrobyty spravedlyvyj svit. Ale stalosia tak, sco revoliucija pożyraje svojich ditej.

Ale nichto ż ne czytaje toho ż Pliechanova [Georgij Pliechanov – teoretyk i propagandyst marksyzmu, filosof. – red.]. Koly ja pysala ciu robotu, bahato reczej proczytala u nioho. Vin poperedżav Lienina, sco, movliav, u feodallnij krajini vy prolljete riky krovi, nijakoho socijalizmu ne bude, vy vizzmete vladu, a potim budete jiji utrymuvaty, vy namahatymetesia pererobyty liudssku pryrodu, a liudyna inaksze vlasztovana, ne tak, jak u vaszych idejach. Tak vono j vyjavylosia.

Takoż koly czytajesz molodi lysty Inesy Armand, Feliksa Dzerżynsskoho, zdavalosia b, takoho strasznoho lżeheroja revoliuciji, znachodysz taki pryholomszlyvi molodi lysty, ce take bażannia slużyty liudiam, a taka krov potim.

Najmensze ja chotila, scob hovoryly, sco ja pyssmennyk katastrofy, jak ja inodi czytaju pro sebe. Ja ne pyssmennyk katastrofy, ja pyssmennyk Czervonoji imperiji.

Ale czervona liudyna vydozminiujettsia. U bahatioch kasza v holovi. I problema Stalina, i problema dżynsiv, i problema kovbasy, maju na uvazi radiansski czasy, – vse ce vchodylo v poniattia «svoboda». I pro ce spereczalysia. Siohodni inszi supereczky. I ce sproba vidrodyty ne Radiansskyj Sojuz, a radsze navitt carssku imperiju. Prosto Radiansskyj Sojuz – ce te, sco my znajemo, tomu zistavliajemo. Ale dumaju, sco ce pryreczeni ideji, vony ne możutt zupynyty czas. Svit globalizujettsia.

Pytannia: sco zalyszajettsia pislia imperiji? Najstrasznisze, sco zalyszajettsia oss cia liudyna.

Ja chotila, scob sens moho cyklu buv takyj: komunist ne pomer, jak nam zdavalosia v 90-ch rokach, sco my pochovaly komunizm, i teper bude sviato svobody. My chodyly ploscamy, kryczaly «Svoboda», ale svoboda ne może zjavytysia z odnojmennoho slova.

Malennka liudyna na avansćeni istoriji

Literatura takoż povynna szukaty novi formy. Adże mynuv czas herojiv, teper kożna liudyna vvażaje sebe herojem. Ce povstannia mas. Kożna liudyna maje pravo na istoriju. Vże malennka liudyna vyjszla na avansćenu istoriji.

I tak narodylasia cia ideja. scob istoriju Czervonoji imperiji rozpovily ti, chto vbyvav i vmyrav, jak vony ce robyly, v imja czoho. Czomu zarady ideji można vbyty liudynu? Ce ż holovna dumka Czervonoji imperiji, sco liudynu można vbyty, oskillky u neji insza ideja v holovi. Rozdumujuczy pro vse ce, ja szukala novu formu i vychodyla z toho, sco v kożnij liudyni je svoja istorija.

Mene cikavytt reallne żyttia, jak schopyty i peredaty ciu reallnistt, jak use bulo naspravdi. Tak Czornobyll zrobyv, sco liudy staly bojatysia vsioho dovkola. Liudiam ne zvykly pojasniuvaty te, sco vidbuvajettsia naspravdi. Pro ce knyżka «Czornobyllsska molytva: Chronika majbutnioho». Todi nichto ne poczuvavsia ukrajinkoju/biloruskoju/nimkeneju, ty prosto predstavnyk bìovydu, jakyj może buty znysceno.

Ideja mojich knyżok u tomu, scob pokazaty żyttia same malennkoji liudyny. Tijeji, jaka znykaje bezslidno v temriavi czasu, jakoji nichto nikoly ne sluchaje. I cej tekst u kohoss malennkyj, u kohoss billszyj. Do kohoss ja prychodżu odyn raz, u kohoss buvaju pjatt–sim raziv. Ale prychodżu ne po intervju, a pohovoryty pro żyttia jak do druha. Ale ja zbyraju ne tillky malennki istoriji, ja zbyraju obraz czasu: oss my buly taki liudy i oss tak żyly, ale ne tillky vbyvaly j strażdaly, ale j liubyly, vychovuvaly ditej. I vse ce skladajettsia v taku sobi symfoniju.

Nechaj ce zalyszyttsia, nechaj zalyszyttsia najholovnisze – sco ideji ne możutt buty bezvidpovidallnymy. Ja zavżdy povtoriuju, sco treba vbyvaty ideji, a ne liudej.

Strażdannia — też forma peredannia informaciji

Pyssmennyk – ce svit. U mene je svitohliadni ideji. Ale ja ne możu vse metafizyczne smittia żyttia perenosyty v knyżku – i ce bude «velyka pravda». Tak ne można zrobyty.

Ja pyszu duże tonko. Ce duże skladnyj proces – stvoryty cej vitraż, ciu symfoniju. Ja spoczatku zbyraju materijal, namahajusia stvoryty peretyn duże bahatioch pohliadiv: i żinky, i czoloviky, i stari, j mali, i osviczenyj, i neosviczenyj. Żyttia ż należytt usim, i vse ce treba zibraty v takyj puczok. I dess poseredyni roboty, koly zakinczujettsia cej czas chaosu (bo je dekillka perìodiv roboty: je czas nakopyczennia i chaosu), raptom vynykajutt taki sobi magnitni liniji, i ty rozumijesz, sco dlia tebe ce vażlyvo.

Meni vażlyvo rozpovisty vse pro liudynu i znaty u pobuti buttia. Ja duże dovho sluchaju liudej, ja duże dovho vdyvliajusia v nasze żyttia, tobto i jak liudy hovoriatt na bazari, i jak vony chodiatt, i jak vony svariattsia, jak smijuttsia, bo slovam potriben isce j prostir. Ce ne znaczytt, sco varto prosto vziaty hole slovo (informaciju). Ni, iz cioho vsioho zrobyty literaturu. I oss czomu, napevno, ja pyszu dosytt dovho.

I tut może postaty zapytannia, pro cych że liudej można napysaty inszu knyżku. Napryklad, pro żinok na vijni buly sotni inszych knyżok, de vony, jak czoloviky, opysaly ciu czoloviczu vijnu. A ja napysala zovsim insze. Jakojiss pravdy można dobytysia tym, sco vy dajete takyj fokus, koly peretynajettsia duże bahato riznych dumok. U mene i komunisty hovoriatt, i katy, i jichni żertvy, kożen kryczytt svoje.

I kat, i żertva majutt odnakove pravo na te, scob pro nioho pysaly tak, jak ce je, oskillky vony vsi liudy. Pytannia mystectva: czomu vony taki? Ale scob napysaty, czomu vony taki, vse ce treba rozhlianuty.

Ale ja jak chudożnyk povynna stvoryty temperaturu boliu, bo strażdannia – ce też forma peredannia informaciji, koly zjavliajettsia efekt doviry i u mene jak u avtora, i v czytacza. Rozumijete, u nas nemaje kulltury scastia. U nas je kulltura strażdannia.

Inodi meni każutt, sco v mojich tekstach liudy hovoriatt duże krasyvo. Ale liudy każutt duże krasyvo abo koly vony bilia smerty, abo koly vony v liubovi. Ce dva stany liudyny, koly vona zvodyttsia navszpynnky, vysce za sebe zvyczajnu, i hovorytt pryholomszlyvi teksty.

Knyżku skladno napysaty, ale jaksco serjozno praciuvaty v literaturi, same knyżka maje buty poperedu masovoji svidomosty. Jakby moji knyżky ne buly chudożnimy, liudy ne mohly b opraciuvaty taku killkistt strażdann.

Czas – kolektyvna volia milljoniv

Czas – ce taka materija, v nij jakass tajemnycia je, jak i v krovi. Jak chirurgy każutt, sco vse żyttia zajmajusia, baczu vidra krovi, a ne możu zrozumity, sco ce take, cia taka jakass tajemnycza reczovyna, krov. Tak i czas – ce tajemnycza reczovyna. Napevno, koly ne bulo liudej, ne bulo j czasu. Oskillky ce my, liudy, vyznaczyly miru czasu. Ale sco vplyvaje? Ja dumaju, czym use-taky je czas? Ce kolektyvni voli cych milljoniv liudej.

Dumaju, my razom stvoriujemo jakuss auru czasu i potim vidbuvajettsia zvorotnie: vona scoss robytt iz namy ta novymy liuddmy, jaki prychodiatt u ce żyttia. I jim uże duże vażko zvillnytysia vid toho, jak my rozumijemo czas. Ce take sobi nasze rozuminnia czasu, a prychodiatt novi liudy, i vony vże rvuttsia dali i vnosiatt scoss nove. I ty rozumijesz, sco v nych bude vże inszyj czas ta jakiss inszi parametry dlia cioho czasu. Ce takyj skladnyj proces.

Nam distavsia cej vidrizok czasu, do jakoho my vsi pryvjazani. Nas vychovujutt ne battky; nas vychovuje czas i dovkolysznie żyttia. I my baczymo svit po-svojemu, ale ce nasza siohodnisznia pravda, pravda siohodnisznioho rozuminnia svitu. My vsi susidy za czasom: żyvemo v odyn czas, i zależymo vsi my, liudy, odni vid odnych. I vsi my povynni zrozumity odni odnych.

Treba rostyty v sobi ci anteny, ale spodivatysia, sco ty zitkneszsia z reallnistiu lob u lob, – ce, zvyczajno, najivno. Reallnistt use odno vyslyzaje. Navitt jaksco ty skladajesz kartynu reallnosty, vse odno ty liudyna svoho czasu. Ty obmeżenyj czasom, svojimy zabobonamy cioho czasu. Ty ne możesz vyskoczyty daleko. Ale bodaj u ciomu obsiazi treba zrobyty vse, sco możesz. Oss ja i namahajusia.

***

Ja ne berusia peredbaczyty majbutnie, ce absoliutno neperedbaczuvano. Nichto z nas ne maje garantij, sco svit bude takyj krasyvyj, jak chotilosia b.

OBHOVORENNIA